Heading article

Rotator TOP - single

Opinie

Obiecanki cacanki a Śląsk traci

Po latach rządów Platformy Obywatelskiej, które na Śląsku zakończyły się likwidacją niektórych kopalń, nowe władze w Warszawie przez długi czas mogły cieszyć się taryfą ulgową u górników. Dziś to zaufanie przepadło i wydaje się, że ekipa premiera Mateusza Morawieckiego utraciła je bezpowrotnie.

W trakcie ostatniej kampanii parlamentarnej prezes Rady Ministrów określał województwo śląskie mianem przemysłowego serca Polski. Sam Morawiecki zdecydował się nawet wystartować z okręgu katowickiego, gdzie uzyskał mandat do Sejmu i dziś w stolicy województwa prowadzi swoje biuro poselskie. Prawo i Sprawiedliwość długo starało się o poparcie Ślązaków, używając do tego spektakularnych środków. Sprowadzono tu nawet coroczną defiladę Wojska Polskiego, która dotąd odbywała się wyłącznie w Warszawie i nie szczędzono pieniędzy na organizację szczytu klimatycznego w Katowicach. Z perspektywy czasu widać, że to były tylko puste gesty, które miały sprawić, że jedno z najbardziej zaludnionych województw w Polsce odda swoje liczne głosy w wyborach.

Ciężko sobie wyobrazić "przemysłowe serce Polski" bez węgla, który je zbudował i sprawia, że wciąż bije. W latach 2016 - 2019 rząd Prawa i Sprawiedliwości włożył ogromny wysiłek w to, aby nadal biło. Stało się to za sprawą Grzegorza Tobiszowskiego, ówczesnego wiceministra energii ze Śląska. W tamtym momencie polskie górnictwo kolejny raz w swojej historii stało na skraju bankructwa, lecz dzięki zdecydowanym działaniom oraz otwartemu dialogowi ze stroną społeczną udało się uchronić wiele zakładów przed rychłym upadkiem, a wielomiliardowe straty zamienić w zyski. W efekcie branża znów mogła nabrać wiatru w żagle, który pozwolił jej bezpiecznie przepłynąć przez kolejne lata.

Minęła chwila, a szumny program dla Śląska utknął w warszawskiej machinie i dziś nikt już w niego nie wierzy. Całe to zaufanie pracowników sektora wydobywczego, które budowano z takim trudem, rozpłynęło się w powietrzu. Ślązacy kolejny raz zrobili swoje, a teraz na warszawskich salonach nikt już nie chce o nich pamiętać. Tymczasem w górnictwie i jego otoczeniu pracuje ponad 250 tysięcy osób. Ich głosy oczywiście przydały się w niedawnych wyborach, ponieważ Andrzej Duda zwyciężył aż w 48 gminach górniczych, z czego w 14 z nich jego poparcie przekroczyło 65 procent. To jednak już historia, dlatego nieszczególnie wstrzymywano się z planami rozprawienia się z krajowym przemysłem wydobywczym raz na zawsze. W końcu przecież można sprowadzać węgiel nawet z odległej Kolumbii.

9 miesięcy, jakie Adam Gawęda spędził za sterami polskiego górnictwa, nie przyniosło żadnych konkretnych decyzji, aż ostatecznie uznano, że w rządzie w ogóle nie potrzeba osoby zajmującej się tym sektorem, bo może to robić wicepremier Jacek Sasin - perfekcyjny w każdej dziedzinie... za wyjątkiem górnictwa.

Już to powinno dać Ślązakom do myślenia, ale teraz już chyba nikt nie ma złudzeń. Kopalnie do zamknięcia, przyszłość hutnictwa stoi pod znakiem zapytania, a na fotel prezesa Tauronu wsadzono Wojciecha Ignacoka, powiązanego z szefem Polskiej Grupy Energetycznej Wojciechem Dąbrowskim. Nie trzeba się długo główkować, aby dostrzec, że to doskonały układ na wchłonięcie śląskiego koncernu energetycznego przez warszawską spółkę. Będzie się to oczywiście wiązało z ucięciem finansowania dla sportu, instytucji kultury i wielu innych dziedzin życia społecznego, które wspierał sektor energetyczny i wydobywczy na Śląsku.

Social & newsletter

Logo stopka

© 2018 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search